Google
   HISTORIA PARAFII 1st
   MSZE ŚWIĘTE 1st
   GALERIA 1st
   OGŁOSZENIA 1st
   KLAUZULA RODO 1st
          polecamy:
 
  Księża
  Sakramenty
  Kancelaria
  Pismo Święte
  Piesza pielgrzymka
  MB Pocieszenia
  Siostra Adelgund
  Wspólnota Szkół Kat.
  Rodzina Kolpinga
  Schola Bazyliszki
  Ogniska Sw. Rodziny
  Księga gości
 
 
  Pielgrzym
  Gość Niedzielny
  Niedziela
  KAI
  Opoka
  Wiara.pl
  Radio Głos










































Aktualności 


Jedziemy na EURO :-)

17 listopada 2007 roku, punktualnie o 22.28, sędzia gwizdnął po raz ostatni. Polska w finałach ME!!!!! "Dziękujemy! Dziękujemy!" - krzyczeli rozentuzjazmowani i wzruszeni fani. Na boisku rozpoczęła się fiesta! Najpierw zatańczyli w kole środkowym, a potem sprintem pobiegli do trenera i podrzucili go do góry. Udało im się nie upuścić Holendra. I to kolejny sukces tego spotkania...

Sportowe emocje skończyły się po drugim golu Smolarka - Belgowie nie byli już w stanie zepsuć Polakom święta, a ci czekali na to, by podzielić się radością z przemarzniętymi do szpiku kości kibicami.

W sobotę po Stadionie Śląskim niosło się - na przemian: "Ebi, Ebi" i przeciągłe "Leeeeeooooo, Leeeeoooo!". Kiedy w sierpniu ubiegłego roku holenderski trener przyjechał do Polski, na pierwszej konferencji obiecał awans do finałów ME. Słowa dotrzymał!

Po raz czwarty w historii reprezentacja Polski zapewniła sobie awans do wielkiej imprezy w Chorzowie. W 1975 roku remis z Portugalią dał zespołowi Jacka Gmocha udział MŚ, podobnie było po remisie 0:0 z Belgią w 1985 (drużyna Antoniego Piechniczka pojechała do Meksyku). W 2001 roku wygrana 3:0 z Norwegami oznaczała wyjazd na mundial w Korei.

Mecz Smolarka

Tuż przed przerwą z tysięcy polskich gardeł na Stadionie Śląskim wyrwało się ogromne westchnienie ulgi połączone z niesamowitą radością. Jan Vertonghen kopnął piłkę w kierunku swojej bramki. Za lekko, by zdążył do niej bramkarz Stijn Stijnen, w sam raz, by pojedynek biegowy wygrał z interweniującym za polem karnym bramkarzem Ebi Smolarek. Minął go i kopnął do pustej bramki. Stadion oszalał, Ebi zasalutował w kierunku trybun i za chwilę utonął w ramionach kolegów. Kiedy chwilę później schodził do szatni na przerwę, krzyknął do kamery: "Cześć, babcia". Babcia Ebiego oglądała ukochanego wnuka w Aleksandrowie Łódzkim.

Nie minęło pięć minut drugiej połowie i na stadionie nie było już nikogo, kto by w cokolwiek wątpił. Drużynę odmienił Jakub Błaszczykowski, który zmienił Wojciecha Łobodzińskiego na prawym skrzydle. Zrobił dwie bardzo groźne akcje, ośmieszył Belgów jak Portugalczyków ponad rok temu. Po jego dośrodkowaniu zza pola karnego strzelał Jacek Krzynówek. Stijnen wypuścił piłkę z rąk, a tam czyhał Smolarek. Podciął piłkę nad bramkarzem i stadion oszalał. Ebi pobiegł w kierunku kibiców.

- Chcę być ważną postacią tego zespołu, strzelać gole w najważniejszych meczach, brać na siebie odpowiedzialność - mówił "Gazecie" Ebi rok temu, kiedy na tym samym stadionie też strzelił dwa kapitalne gole, a Polska wygrała z Portugalią.

Młody Smolarek strzelił dla Polski już 13 goli w 27 występach, tyle co ojciec - Włodzimierz w 60.

Po chorzowskim meczu można powiedzieć, że Smolarek jest postacią w tej drużynie najważniejszą. Strzelił dziewięć z 22 bramek Polaków w tych eliminacjach. "Złoty szlak" rozpoczął właśnie z Portugalią na Stadionie Śląskim, potem strzelał bramki w Kazachstanie, w Azerbejdżanie i miesiąc temu trzy Kazachom w Warszawie. Kiedy w 85. min schodził z boiska, dostał owację na stojąco, a szczęśliwy Beenhakker serdecznie uścisnął go i podniósł do góry.

Nie tylko Ebi

Drugim bohaterem sobotniego meczu był Błaszczykowski, który na prawym skrzydle pokazał grę bez żadnych kompleksów, wygrywał akcje jeden na jednego, grał w piłkę. Bo dla polskiego zespołu pojedynek z Belgami był drogą przez mękę. Wyżsi, silniejsi fizycznie radzili sobie ze schematycznymi Polakami, którzy mieli problemy ze stwarzaniem okazji. Bardzo dobrze grali Michał Żewłakow i Artur Boruc - fenomenalnie obronił strzał Vertonghena z wolnego przy stanie 0:0. Boruc pofrunął wysoko i wybił piłkę, która - gdyby nie jego palce - zatrzymałaby się pewnie w okienku polskiej bramki.





kontakt    
wykonanie